Jakość danych: kwotowania – wszyscy kłamią?

Inwestując na danym walorze widzimy jego konkretną wartość. Ufamy temu co widzimy. A jeśli widzimy nie to co myślimy, że widzimy? Zastanawiał sie ktoś czy notowania które widzi na ekranie swojego systemu inwestycyjnego są prawdziwe?

Na przykładzie najpopularniejszego światowego indeksu jakim jest amerykański S&P500 przedstawię, że to na czym inwestujemy nie zawsze musi być tym czego się spodziewamy.

Na początek spójrzmy na notowania indeksu S&P500 po zamknięciu sesji 2014-01-17 (piątek) zebrane w weekend jak giełdy nie pracują i jego notowania się nie zmieniają.

  • 1838,70: cena zamknięcie
  • 1844,23: cena otwarcia
  • 1835,23: dzienne minimum
  • 1846,04: dzienne maksimum

Wartości zostały potwierdzone w wielu popularnych źródłach: Reuters, Bloomberg, The Wall Street Journal, Financial Times, Google Finance, Yahoo Finance.

wszyscy kłamiąPoczątek niezły, wszyscy przedstawiają to samo. Zatem dlaczego się czepiam?

Ano dlatego, że na indeksie się nie gra!  Grać (w sensie inwestycyjnym) można na instrumentach pochodnych od indeksu i najpopularniejszym instrumentem tego typu są kontrakty terminowe.

Dane dla kontraktu terminowego na S&P500 za dzień 2014-01-17 przedstawiają się następująco (źródło: Bloomberg):

  • 1834,30: zamknięcie
  • 1837,20: otwarcie
  • 1829,50: minimum
  • 1842,50: maksimum

Widzicie różnicę? Powinniście, gdyż kilkupunktowe odchyłki są aż nadto widoczne. Ale to normalna sprawa i tym się nie przejmujemy, gdyż to tzw. baza, czyli różnica pomiędzy wartością instrumentu bazowego, a pochodnego do niego.

Aby było ciekawiej na rynku dostępne są dwa kontrakty terminowe na indeks S&P500:

  • SP: tzw. duży kontrakt (wielkość: 250$ * wartość indeksu S&P500), minimalna zmiana ceny o 0,1 punktu
  • ES: tzw. mały kontrakt (wielkość: 50$ * wartość indeksu S&P500), minimalna zmiana ceny o 0,25 punktu

Jeśli inwestujemy na tym indeksie to na ogół poprzez któryś z tych kontraktów lub… czegoś pochodnego albo od nich, albo od samego indeksu, tzw. kontrakt na różnice cenowe (ang. Contract For Difference = CFD).

Brokerzy mają w swojej ofercie różne instrumenty i dowolnie je nazywają. To co u nich ma symbol SP500 wcale nie musi oznaczać kontraktu terminowego. Co więcej może to być także wartość samego indeksu! Podpytajcie brokerów na czym tak naprawdę inwestujecie i skąd biorą notowania. Na ogół nie uzyskuję odpowiedzi na te pytania…

A dlaczego jest to ważne? Popatrzmy na konkretne dane. Wszystkie poniższe dane są dla tego samego dnia co powyższe (2014-01-17) i pochodzą od kilku brokerów (konta rzeczywiste):

Broker1

Broker2

Broker3

Broker4

Broker5

Zamknięcie:

1834,85

1833,75

1837,68

1839,70

1838,50

Otwarcie:

1841,65

1838,00

1842,90

1843,70

1843,70

Minimum:

1834,85

1829,25

1834,66

1835,20

1835,20

Maksimum:

1848,15

1842,75

1847,90

1848,40

1848,50

 Tak, dobrze widzisz: wszystkie się różnią! Jeden broker to ponoć notowania dla kontraktu e-mini, drugi dla indeksu, kolejni… nie mam pojęcia…

Ale spróbujmy to sami rozszyfrować. Jak? Zauważcie, że zarówno indeks jak i oba kontrakty, różnią się częściami ułamkowymi. Kontrakt zmienia się co setną część, duży kontrakt co dziesiętną, a mały co ćwiartkę punktu (takie amerykańskie liczenie).

Na podstawie tych zależności możemy określić walor będący podstawą do naszych inwestycji:

  • Broker1: indeks S&P500
  • Broker2: kontrakt ES
  • Broker3: indeks S&P500
  • Broker4: kontrakt SP
  • Broker5: kontrakt SP

Prawdopodobnie odgadliśmy instrument na którym gramy, ale dlaczego różni się od bazowego? Ano właśnie! O to proponuję spytać swojego brokera. A co więcej, proponuję także zapytać organy nadzorujące dlaczego pozwalają na takie rozbieżności.

Przechodzimy do sedna: każdy broker może serwować nam dane ze swojego „grajdołka”! I albo się z tym godzimy, albo szukamy innego. Ale skoro wszyscy, a przynajmniej zdecydowana większość tak robi…

Forex to przy CFD „małe piwo”, gdyż płynność zapewniają zbliżone firmy. Z moich obserwacji wychodzi na to, że to najbardziej „przekłamanym” instrumentem są właśnie CFD. Ale nie przekreślam ich. Mają one bowiem jedną, ale za to olbrzymią, pozytywną cechę: umożliwiają płynne sterowanie zaangażowaniem swojego kapitału. Na duży kontrakt na S&P500 mało kogo stać, na małym gra się głównie daytradingowo (tylko wówczas potrzebny jest mały depozyt zabezpieczający) i tak naprawdę z mniejszą gotówką nie ma na czym „normalnym” inwestować w dłuższych horyzontach czasowych (pomijam ETFy i opcje).

Tak więc uczulam, aby zastanowić się i zweryfikować na czym tak naprawdę inwestujemy. Jak widać broker może praktycznie dowolnie manipulować ceną i możemy tego nie być świadomi. Co więcej, jeśli ktoś gra pod kupne sygnały to musi koniecznie uwzględnić różnice w poziomach pomiędzy swoim brokerem, a brokerem od dawcy sygnałów (pomijalne jeśli to ten sam broker). Różnice mogą być małe, ale pamiętajmy, że każda „anomalia” prędzej czy później może się na nas zemścić.

A co na to państwowe organy nadzorujące? Dają firmom zgodę na działalność i… tyle? Wg mojego rozeznania najbardziej restrykcyjne są organy amerykańskie i może dlatego w USA spora część instrumentów na których u nas inwestujemy nie jest w ogóle dostępna…

Kwotowania jakie otrzymujemy w aplikacjach za pomocą których inwestujemy mogą być wynikiem przetworzenia wartości bazowej przez danego brokera. A to samo w sobie może prowadzić do nadużyć z jego strony, a nam utrudnić grę.

Przykład? Znajdujemy zgrupowanie mocnych wsparć cenowych i tam umieszczamy swoje zlecenie kupna. Kurs nagle zawraca nad tym miejscem i odpala w górę. Mówimy, że mamy pecha i czekamy na kolejną sytuację. A ona się powtarza, ponownie i jeszcze raz… a może nasze wyliczenia są „zafałszowane” a my tego nie widzimy mając przed oczami po prostu inne wartości kursu danego instrumentu?

Zalecam obserwacje, samodzielne wyciąganie wniosków i merytoryczne dyskusje 🙂

Artykuł znaleziony poprzez:

  • Wszyscy kami Wszyscy kami

One thought on “Jakość danych: kwotowania – wszyscy kłamią?

Comments are closed.