Rytm rynku 5

Wakacyjny weekend w dużym mieście i kolejne obserwacje. Tym razem podwójne.

Pierwsza sytuacja to ponownie pub. Wielu turystów i młodzież, gdyż studenci będący do tej pory głównymi stałymi bywalcami wyjechali lub pracują, czyli nawet jak są w pubach to raczej po drugiej stronie baru. Czym się różni wakacyjny weekend od akademickiego? Jest więcej… spontaniczności 🙂 Ludzie bawią się tańcząc w rytm głośno puszczanej muzyki. Znane przeboje porywają coraz to nowe osoby do tańca. I w większości przypadków ruchy są spontaniczne acz bardzo dopasowane do lecących w tle utworów.

Druga sytuacja to taniec i fitness… na dworze. Na scenie instruktorzy pokazują ruchy, a publiczność pod sceną stara się je powtórzyć. Na początku oczywiście większość publiczności to adepci z klubu skąd pochodzą instruktorzy, ale z czasem dołączają do zabawy kolejne osoby, aż przekraczają licznością klubowiczów. Co ciekawe, często to właśnie te osoby wykonują lepsze ruchy od „stałych bywalców”. Nie zawsze od razu, ale bardzo często po kilku sekwencjach ogarniają kolejność i ruszają się praktycznie idealnie w rytm muzyki. A nawet jeśli nie wykonują w pełni ruchów czy skracają sekwencje to muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem jak dopasowują się do rytmu puszczanej w danej chwili muzyki, która notabene co taniec się zmienia.

Jest ruch, jest muzyka, jest rytm. A gdzie są rynki? 

Obie sytuacje przywodzą mi na myśl mało znanych inwestorów, o których nikt nie słyszał i którzy w zaciszu domowych ognisk zawierają transakcje wg sobie tylko znanych warunków. Nie stosują powszechnie znanych metodologii, nie znają jakichkolwiek guru inwestycyjnych, czują rynek po swojemu, nie przejmują się tym, że ktoś powie, że źle robią to i tamto… a mimo wszystko zarabiają.

Samodzielne wykrycie rytmu rynku potrafi dać satysfakcję i może to osiagnąć każdy.

Czy to się komuś podoba czy nie każdy może na swój sposób wyznaczyć rytm rynku i nie ma co krytykować metod, które mogą być dziwaczne dla starych giełdowych wyjadaczy, ale które także pozwalają zarabiać. Tak jak nie ma „najlepszego” tańca tak i nie ma „najlepszej” metody inwestycyjnej. Do tej samej muzyki można różnie tańczyć, jak i do tego samego intrumentu finansowego można stosować różne metodologie inwestycyjne. Ważne by to „czuć”. Tylko tyle albo aż tyle…